W środę w grójeckim Sądzie Rejonowym odbył się proces Kamila O. oskarżonego o znęcanie się nad zwierzętami. 22-latek kilkukrotnie strzelił do psa z wiatrówki. Ranne zwierzę zostało uśpione.
Środa, 13:30, korytarz Sądu Rejonowego. Kamil (rocznik 1994), mieszkaniec powiatu białobrzeskiego, siedzi samotnie na ławce przed wejściem na salę sądową. Jego znaki charakterystyczne to dredy i duże fioletowe słuchawki zawieszone na szyi. Minę ma obojętną w odróżnieniu od grupy ludzi stojących kilka metrów dalej. Są poddenerwowani, żywo omawiają wszystkie aspekty sprawy. Sędzia informuje, że za chwila rozpocznie się proces.
Pani Anna, działaczka lokalnego ruchu w obronie zwierząt, przed wejściem na salę rzuca kilka słów do Kamila na temat tego, nad czym za chwilę pochyli się wymiar sprawiedliwości. Chłopak nieporadnie próbuje się tłumaczyć. Jego argumenty nikogo jednak nie przekonują.
Do zdarzenia doszło rankiem 28 maja tego roku. Państwo P. są właścicielami działki w niewielkiej wsi na wschód od Białobrzegów. Na posesji znajduje się Pan Andrzej. Towarzyszy mu ich suczka Sara, którą nabyli w październiku poprzedniego roku od sąsiada Kamila. Zwierzę wybiega na drogę.
Minęło kilka chwil, zanim Pan Andrzej zorientował się, że Sary nie ma działce. Mężczyznę, jak wspominał na sali sądowej, zaniepokoiło szczekanie psa gdzieś w oddali. Postanowił udać się w poszukiwaniu suczki. Przeszedł kilkaset metrów, po czym zawrócił. Gdy wracał w stronę swojej działki, znów usłyszał szczekanie. Ponownie ruszył w kierunku pobliskich zabudowań.
Mijając dom Kamila, jeszcze raz do uszu Pana Andrzeja dobiegło szczekanie psa, które po chwili zamieniło się w skowyt. Na podwórku przed domem dostrzegł Kamila (tego samego, od którego kupił Sarę), niosącego w rękach wiatrówkę. Pan Andrzej dowiaduje się od chłopaka, że ten zastrzelił jakiegoś psa. Mężczyzna czuje, że może chodzić o Sarę. Próbuje namówić Kamila, by ten pokazał mu zwłoki zwierzęcia. Chłopak odmawia i wchodzi do domu. Próbuje ponownie – z podobnym skutkiem. Dopiero za trzecim razem Kamil zgadza się zaprowadzić go do szopy, gdzie miało doszło do zdarzenia.
Pan Andrzej w środku znajduje Sarę. Zwierzę jest nieprzytomne, ale – wbrew temu, co mówił Kamil – żyje. Jest zakrwawione. Mężczyzna na rękach wynosi psa. Dzwoni do żony, a potem do weterynarza. Weterynarz informuje go, że niewiele może zrobić. Zwierzę trzeba zawieźć do kliniki weterynaryjnej.
Państwo P. umieszczają Sarę w jednej z warszawskich klinik weterynaryjnych. Weterynarz bada psa, robi prześwietlenie głowy. Okazuje się, że skórę psa przebiły 3 pociski. Dwa utkwiły w mózgu, jeden w żuchwie. Zwierzę ma poranione oczy. Weterynarz stwierdza, że Sara nie będzie już nigdy widziała. Ale to nie koniec złych wiadomości. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że pies nie będzie chodzić, słyszeć – ma bowiem uszkodzony mózg. Państwo P. podejmują wreszcie decyzję, że Sarę trzeba uśpić. Nic więcej nie da się dla niej zrobić. Jak zeznali na sali sądowej, była to dla nich najtrudniejsza decyzja w życiu. Pani Jolanta, żona Pana Andrzeja, płacze, gdy opowiada o tym sędziemu i prokuratorowi. Do dziś w związku z całym wydarzeniem przeżywa traumę.
Zeznaje Kamil. Jego zdania są krótkie, lecz bardzo nieskładne. Często używa sformułowania „itp.”. Przyznaje się do winy. Mówi, że feralnego dnia wyszedł na podwórko z wiatrówką, gdyż chciał postrzelać do tarczy. Usłyszał szczekanie psa. Zbliżył się do szopy, gdzie – według jego relacji – Sara zagryzła kilka królików, które hodował. – Pies warczał na mnie. – Co by było, gdyby pies zaatakował moją chorą mamę, która była w domu? – pyta. Jak przyznaje, strzelił, ponieważ zamierzał go odpędzić. W tym momencie pojawia się jednak największa wątpliwość w całej sprawie. Pies ma bowiem przestrzelone oczy. Żadnych innych ran na ciele zwierzęcia nie stwierdzono. Czy zatem Kamil strzelał, by zabić Sarę? Czy jednak tylko po to, by sprawić, aby zostawiła jego króliki?
Państwo P. zwracają uwagę także na to, że po całym zdarzeniu chłopak zachowywał się wobec nich wrogo. Pani Jolancie miał powiedzieć „s…..laj”, kiedy oczekiwała od niego wyjaśnień w związku z postrzeleniem psa. Kolejnym razem Kamil miał powiedzieć Państwu P. „Będziecie mieli kłopoty”. Słowa te usłyszeli po tym, jak Pan Andrzej zadzwonił po policję, gdy Kamil zorganizował bardzo głośną imprezę i zakłócał ciszę.
Państwo P. do czasu procesu nie usłyszeli od Kamila słowa „przepraszam”. Dopiero na sali sądowej chłopak żałuje i przeprasza. Pod koniec rozprawy prosi o „najniższy wymiar kary”.
Wyrok sądu zapadnie we wtorek. Kamilowi grozi ograniczenie wolności, czyli prace społeczne, zakaz posiadania zwierząt, nakaz zwrotu kosztów, jakie Państwo P. ponieśli w związku z próbą leczenia psa, a także kara grzywny (wg oskarżenia pieniądze miałby przeznaczyć na cel charytatywny).
DG














to jak ale ?
20 listopada 2015, 22:23
nucz się deklu czytać ze zrozumieniem
Twój mózg naruszył mój internet
D
20 listopada 2015, 23:03
"ale jak to" bardzo dobre podejście. Pies to rzecz? Więc ma "pan" pewnie takie samo podejście do zwierząt co "pan" Kamil O. Dobrze znać pańskie podejście do sprawy. Równie dobrze w pańską głowę też można celować jeśli pojawi się pan na czyjejś posesji ^^
M
20 listopada 2015, 19:35
Mam nadzieje ze zapadnie sprawiedliwy wyrok i Pan Kamil zostanie ukarany.
ale jak to?
20 listopada 2015, 20:50
Chłopak przecież dobrze zrobił, to państwo P. powinni zostać ukarani, niech się nauczą pilnować swoich rzeczy. Właściciele powinni być odpowiedzialni za swoich pupili. Pies wtargnął na posesje pana Kamila, mógł mieć wściekliznę, mógł pogryźć jakieś dziecko... ciekawe czy gdyby pogryzł twoją córke szanowny panie redaktorze to też byłbyś taki pełny współczucia. A nawet jeśli nic złego by się nie wydarzyło - pewne jest że pies naruszył cudzą posesję i już samo to powinno wystarczyć do stwierdzenia kto tu jest winny.
K
20 listopada 2015, 20:26
pan Kamil? takiemu psycholowi daleko do "pana" !!
X
21 listopada 2015, 18:04
Do takiego DEGENERATA też powinni strzelać z wiatrówki po oczach i jajach by bardziej cierpiał.
Anouk
24 listopada 2015, 12:11
Mam nadzieję, że sędzia wyda sprawiedliwy wyrok.... należy się więzienie bezapelacyjnie!
Tak to!!!
23 listopada 2015, 23:42
do "ale jak to" co to w ogóle za komentarz...właściciele pilnowali psa, facet go szukał kiedy spostrzegł, że go nie ma to chyba o czymś świadczy a tamten gówniarz znalazł sobie po prostu żywą tarczę! jak nie miał w co strzelać to mógł sobie w łeb strzelić... "pies naruszył czyjąś posesję" buhaha żałosna wypowiedź i to w całokształcie...a w ogóle pisze się pełen nie PEŁNY...pełny to może być dzbanek...pomyj wylanych na ciebie.
ale jak to?
23 listopada 2015, 21:34
1. jeżeli wtargnę na czyjąś posesję i będę zagrażał właścicielowi to jak najbardziej uzasadnione będzie strzelanie do mnie.
2. dziecko to nie pies, nikomu krzywdy nie zrobi, więc nie ma potrzeby strzelać, ale jak jakichś szkód narobi to też opiekunowie ponoszą odpowiedzialność, prawda?
3. w ogóle jak możecie porównywać ludzi, którzy mają niezbywalne prawa, do zwierząt, które są człowiekowi poddane i są jego własnością?
4. ciekawe co na obiad dzisiaj jedliście? kotleciki? świnek i krówek zarzynanych w rzeźni to wam tak nie szkoda co nie?
Stella189
23 listopada 2015, 21:21
Komentarz został ukryty z powodu naruszenia zasad komentarzy.
Wiki
23 listopada 2015, 15:08
Ale Jak to a jak twoje dziecko wtargnie niechcacy na czyjas posesje teren to rozumiem ze mozna strzelac ?
Ludzie brak wyobrazni
Prawda
27 listopada 2015, 11:09
W lechanicach jakiś debil strzelał z wiatrówki do moich psów mieli taka frajdę ze mało nie dostał kompaly sie tam tez małe dzieci proponuje ludziom zeby reagowali niech dzwonią pod numer alarmowy przeciez krzywdę mozna tym zrobic .wogole wiatrówka powinna byc zakazana bo to kupują tłumoki którzy chcą sobie postrzelać zaczyna sie od puszki kończy na zwierzętach bądź ludziach
Właścicielka psa
10 lutego 2016, 19:19
Szanowni Państwo, wyrok w Sądzie zapadł, oskarżony został skazany jednak wspólnie z Fundacja złożyliśmy apelacje w tej sprawie, były błędy w wyroku i był zbyt łagodny. Obrony Kamila wyjaśniam, ze przez 10 miesięcy Sara mieszkała u niego, był jej pierwszym właściciele, my ją zabraliśmy ze wzgędu na to jak ją traktował, ale ma Pan racje to tylko pies i widocznie zapomniała jak będąc u Kamila chodziła głodna, zapchlona, była kopana, wiązana na łańcuchu, zapomniała to i pobiegła się przywitać i się przywitała ...